Dzień był jakiś taki ponury, ludzie chodzili ze zwieszonymi głowami, patrzyli spode łba, przeklinali wszystko i wszystkich, gotowi byli zabić za jedno spojrzenie. W taki dzień, jak ten, nie chce się nikomu wychylić z domu nosa, a ponadto zdarzają się dziwne historie, takie jak ta.
Otóż rano zadzwonił do mnie stary przyjaciel, Tomasz, z którym nie widzieliśmy się już parę dobrych miesięcy. Od kiedy jego żona, Marta, zaszła w ciążę, ciągle nie ma czasu, umawia się, a potem o tym zapomina, nie bierze kieliszka do ręki, tłumacząc, że teraz musi cały swój czas poświęcić żonie.
- Kopę lat – mówię do słuchawki słysząc jego głos – Miło cię słyszeć.
Oczywiście tak naprawdę, nie cieszy mnie to ani trochę, bo w taki dzień wcale nie jest miło słyszeć kogokolwiek, a tym bardziej kumpla, którego skreśliło się już z listy towarzyskiej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótkie opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótkie opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 sierpnia 2011
niedziela, 14 sierpnia 2011
Powrót - opowiadanie o... miłości
W końcu udało mu się dotrzeć do domu. Uszczęśliwiony oparł się o drzwi i nacisnął dzwonek. Z głośnika dobiegł go dźwięk Marsylianki, którą jego żona wgrała przed tygodniem do automatu, uważając, że to zabawne witać gości tak radośnie przyjacielską pieśnią.
Drzwi otworzyły się. Jak się okazało, jego żona wcale nie była tak szczęśliwa jak on. Pociągnęła go za płaszcz do środka z miną kwaśną, złowróżbną.
- Nareszcie - rzekła - Cholerny pijak.
Pomogła mu zdjąć buty i chwyciła za płaszcz.
- Puść - starała się oderwać jego dłonie od brzucha, lecz przytrzymywał je kurczowo - No co ty robisz, puszczaj?
Pociągnęła nosem.
- Ależ ty śmierdzisz. Zsikałeś się, czy co?
Był w stanie tylko wybełkotać coś bez ładu i składu.
- Lepiej nic nie mów. Dawaj ten cholerny płaszcz.
Na siłę zerwała go z jego ramion. Krew bryznęła na wszystkie strony.
Drzwi otworzyły się. Jak się okazało, jego żona wcale nie była tak szczęśliwa jak on. Pociągnęła go za płaszcz do środka z miną kwaśną, złowróżbną.
- Nareszcie - rzekła - Cholerny pijak.
Pomogła mu zdjąć buty i chwyciła za płaszcz.
- Puść - starała się oderwać jego dłonie od brzucha, lecz przytrzymywał je kurczowo - No co ty robisz, puszczaj?
Pociągnęła nosem.
- Ależ ty śmierdzisz. Zsikałeś się, czy co?
Był w stanie tylko wybełkotać coś bez ładu i składu.
- Lepiej nic nie mów. Dawaj ten cholerny płaszcz.
Na siłę zerwała go z jego ramion. Krew bryznęła na wszystkie strony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)